e- mail

Witam!
Jeśli chcesz się ze mną skontaktować, pisz na maila: dom.ogrod.las@gmail.com
Pozdrawiam
Neti

piątek, 17 kwietnia 2020

Wielki powrót...

Jestem! Pamiętacie mnie jeszcze?
Sama nie mogę uwierzyć, że tyle mnie tu nie było... 5 lat! Niesamowite, jak ten czas zleciał... Ale wierzcie mi, naprawdę nie miałam ani sekundy na blog... Dużo się działo, bardzo dużo... Ale obiecuję, że nadrobię zaległości... 
 Co u mnie? Niestety nie ma już z nami moich kochanych dziewczynek - Neli i Kitki, a także Zazu... wszyscy odeszli za tęczowy most. Ostatnio dołączył do nich także Kicek i Fredii. Ciężki to był czas... na zawsze pozostaną w mojej pamięci i sercu. Tak więc trochę nas ubyło... jednak, i tu już same dobre wiadomości...  także i przybyło!... Moja rodzinka powiększyła się o dwóch malców... Teraz jestem mamą nie dwójki,  a czwórki chłopaków. Różnica wieku... imponująca... Aktualnie mają 18,5 / 14,5 / 4,5 / 1,5.  Jak się domyślacie na brak wolnego czasu, nie narzekam...

Oczywiście bez czworonoga nie ma opcji, więc pojawiła się Fanta, kochana sunia rasy maltańczyk. Tak, tak... dziewczynka ... tak dla równowagi, jakaś musi mnie wspierać.
Obraz może zawierać: pies

Do tego zdobyłam mgr, z którego jestem mega dumna, bo nie ma co ukrywać... studiowanie w pewnym wieku łatwe nie jest, a tym bardziej biorąc pod uwagę stan błogosławiony, wykańczanie domu, pracę i rodzinę, to mogę śmiało napisać... to było wyzwanie! Ale udało się i choć od odebrania dyplomu już trochę czasu minęło, to i tak duma mnie rozpiera :) 
Poza tym remonty, remonty i remonty... Ostatnie 4 lata to ogrom pracy, ale było warto... Teraz szykujcie się na falę postów... w końcu chcę Wam wszystko pokazać...



A i przy okazji, dziękuję za wszystkie lajki na Facebooku >TUTAJ<... niesamowite, że mnie nie było, a Was tak dużo przybyło :)


I zapraszam jeszcze do dołączenia na Instagramie:
KLIKNIJ - TUTAJ

 Założyłam tam dwa dni temu konto i będzie mi bardzo miło, jeśli dołączycie do Fallowersów .





poniedziałek, 13 kwietnia 2015

Sypialnia ... gotowe !


Łóżko już jest ... pora na dodatki ... poskręcaliśmy półeczki, komodę i ramę lustra :) Do ramy przymocowaliśmy lustro zamówione u szklarza :) Za niecałe 50 zł cudeńko i co najważniejsze wykonane  na miejscu :)  



Do tego kilka drobiazgów na komodzie i półeczce ... A właśnie bo jeszcze zostały części z płyty i szkoda mi było tego tak zostawić.... zamówiłam ciecie na wymiar i po skręceniu wyszła całkiem fajna półeczka :) 
Do tego wszystkiego miałam takie stare lampy, ale niestety żadna klosza już nie posiadała... Dlatego wybrałam się do ogródka, nazbierałam trochę gałązek brzozy i pozaplatałam ... w sumie  to nieźle wyszło :)  Będą idealnie wyglądały na nocnych półeczkach :)
TAK BYŁO .... 


Jeszcze tylko narzuta i  poduszki ... 
Te kupiłam w dość fajnych cenach, jednak Pepco bezapelacyjnie okazało się najtańsze ... 
Narzuta (2 x 2 m) 69, 99, 
koc (2 x 1,50 m) 39, 90
 poszewki 9, 90 za szt. Nie mogłam się jeszcze zdecydować czy fioletowa narzuta czy kremowa .... wiec kupiłam dwie plus dwa koce .... 
W końcu wybór padł na jasną narzutę (ciemna poszła do zwrotu) i fioletowy oraz kremowy koc (a miał być jeden, hehe).

Nasza sypialnia ... aktualnie najbardziej wyśnione miejsce w domu :) 

piątek, 10 kwietnia 2015

Sypialnia ... wykonanie łóżka ...

Kolejny etap ... Łóżko będzie wykonane z płyt  plus nogi z drzewa :) Takie płyty znalazłam w hurtowni płyt, gdzie wybór jest ogromny. Wystarczy wybrać płytę, podać wymiary poszczególnych elementów i czekać z dwa-trzy dni na odbiór. Płyty są pocięte, a jej krawędzie profesjonalnie oklejone- ja zdecydowałam się na okleinę 2 mm:)
Co do koloru płyt, to mój wybór padł na sosnę antyczną i dąb górski. Razem wyglądają świetnie, a ta sosna mnie wręcz powaliła na kolana. Zawsze chciałam taką postarzałą sypialnię. 


Na początek przycinanie na odpowiedni wymiar nóg ... Do tego użyłam kantówek z marketu budowlanego ... wychodzą dość tanio za sztukę ... Pytałam w tartaku, ale nie mieli wyschniętych ... jedynie na zamówienie i to też ze świeżego drzewa ...  Kantówki po przycięciu, mimo, że były wyszlifowane, to jeszcze "doszlifowałam" papierem ściernym ... 



Następnie rozpoczął się etap przykręcania nóg do płyt ... Wiem, że to nie po kolei, bo malowanie nóg powinno być najpierw, a nie po przykręceniu, ale nie miałam jeszcze farby, a baaardzo zależało mi na czasie i wykorzystaniu męża póki był w domu (jak pójdzie do pracy, to dzień z głowy). Nie ma co, sama nie dałabym rady tego poskręcać ... Zatem starałam się jak najwięcej zrobić ...

Do pracy włączył się również mój młodszy Skarb, który z zapałem malował nogi łóżka :) 



Gotowa rama :) Uff ... wyszła :) Poskręcana aż za bardzo, hehehe ... ale to dlatego, że bałam się, że może coś się rozejść :) 

Kolejny etap to środek ramy ... czy jakoś tak.... nie wiem jak się to fachowo nazywa .... Tutaj wykorzystaliśmy deski, również kupione w markecie budowlanym ... 

Gotowy środek ... wzmocniony dodatkowymi nogami ... cicho, nic nie mówcie ... to w ramach bezpieczeństwa, hehehe... 
Na to teraz pozostało tylko nałożyć stelaże ... Na początku miały być ze zwykłych desek, tak po prostu poukładane i przykręcone ... ale jak wybrałam materac to stwierdziłam, że idealnie gdyby był jeszcze stelaż taki z prawdziwego zdarzenia ... I wyszło tak, że i stelaże i materac na raty ... Ale fajnie bo pierwsza rata dopiero za pół roku :) I na szczęście 0 % :) 
Jeszcze co do stelaża ... mamy dwa osobne, regulowane w miejscu lędźwiowym ... dla mnie idealnie .... ja wolę bardziej twardsze, moja połówka ustawiła na miększe :) 

Na to teraz materac ... miał być 160 x 200, ale stwierdziliśmy, ze różnica jest 200 zł, więc jak szaleć to szaleć... a znając nasze dzieciaki, to jak wskoczą to nie będzie miejsca, a tak nawet w czwórkę się wyśpimy, hehehe i jest  ... 180 x 200 ...  idealny :) Przy wybieraniu to też było małe zamieszanie... Nie mogłam się zdecydować ... Na każdym leżałam  przez jakiś czas ...  i się okazywało, że niektóre od razu odpadały, jedne były zbyt miękkie, inne zbyt twarde .... i tutaj wcale cena nie  świadczyła o  wygodzie .... W końcu wybrałam siedmiostrefowy, tzw. multipocket ... tak, tak byłam wrogiem sprężyn, ale te są w specjalnych kieszonkach i jest ich baaardzo dużo, dzieki czemu podpierają kręgosłup,  a w moim przypadku to ważne. Testowałam jeszcze takie lateksowe, ale  akurat mnie się na nich źle leżało :(  Aha ten materac jest jeden w całości  .... Z moim mężem nie ma wielkiej różnicy wagowej, więc wybraliśmy taki :)  Podsumowując  istny raj :) Obecnie mija ponad 7 miesięcy użytkowania i powiem tak ... na tym łóżku śpię jak zabita, nigdy taka wyspana nie byłam :) Materac spisuje się idealnie ... nic nie skrzypi, nie wgniata się itd. Aha, co miesiąc go obracamy na drugą stronę i o 180 stopni. To podobno ma zapewnić, że będzie się równo wygniatał :)

I ciągle się zastanawiam jak ja bez tego łóżka mogłam żyć ???
Oj szybko się człowiek przyzwyczaja do luksusu, hehehe... 

czwartek, 9 kwietnia 2015

Sypialnia ... malowanie ścian ...

W ostatnim poście pisałam Wam o planach związanych z sypialnią TU
No to teraz czas zacząć wcielać w życie pomysły .... 

Zaczynamy ... Najpierw przeniesienie gniazdek ... niby wszystko było zaplanowane, wymierzone co gdzie ma być, a jednak okazało się, że coś są nie na miejscu.... Co prawda kilka centymetrów, ale jednak.... łóżko zasłoniłoby włączniki .... No to kujemy, zaklejamy i szlifujemy  ... 

Teraz malowanie .... obecny kolor ścian, obowiązkowo do zmiany :) Tym razem wybrałam beże ... dwa kolory ścian... jeden jasny, a drugi ciemniejszy ... Do tego ciemniejszego użyłam barwnika, bo nigdzie nie mogłam dostać takiego koloru, a jak już to cena ciut za wysoka .... Wszak musiałam trzymać się planu finansowego ... ze wszystkim nie więcej niż 1000zł :) 

Do malowania ściany wzięłam się ostro do pracy ... wszak chciałam mojej połówce zrobić niespodziankę ... Czas na wykonanie zadania to było 8 godzin... no prawie 9 .... Tyle ile jest w pracy.... A, że uwielbiam mu robić niespodzianki, to i tym razem nie odpuściłam ...  Malowanie musiało być dwukrotne, jednak mimo zapewnień producenta, ślady po poprzedniej farbie były widoczne ...

Między czasie co farba schnęła wzięłam się za szycie .... znalazłam jeszcze kawałek materiału, z którego miałam uszyć jeszcze jeden hamak i stwierdziłam, że przeznaczę go na ... zasłonki :) I tym oto sposobem, powstały takie oto cudeńka :)   
Po wyschnięciu ścian, umyciu podłogi, zawiesiłam swoje dzieło na karniszu ... Stałam i nie mogłam uwierzyć, jak pokój się zmienił... a to dopiero nowy kolor ścian i zasłonki :) Co będzie jak będzie całość ... ach ... już się doczekać nie mogę ... 

Mój Skarb wrócił z pracy i wyobraźcie sobie jego minę... Po pierwsze był w szoku, że to już gotowe, a po drugie kolory równie mocno go zaskoczyły ... tak naprawdę nie wiedział jaki będzie drugi kolor (ten ciemniejszy) ... choć w sumie ten pierwszy, też wyszedł inaczej niż na opakowaniu ... ale to akurat przez usytuowanie pomieszczenia,  padające światło ... Ale ogólnie jest super :) 


wtorek, 7 kwietnia 2015

Nowy projekt ... SYPIALNIA ... czas zacząć ...

Po megaaa długiej przerwie witam ponownie :)  Wiem, wiem... trochę mnie tutaj nie było ... ale czasami tak w życiu jest, że człowiek ani się nie obejrzy i bach... rok minął ....

 Zatem nadrabiam zaległości.... Zaczynam od ... wymarzonej, upragnionej, najcudowniejszej .... SYPIALNI <3 
Tak a propos to ciągle nie wierzę, że ją mam.... to znaczy zawsze była, ale taka "składanka"... stare łóżko, jakiś tam regał, kwiatek i tyle ... No nie ma co czarować... do wymarzonej jej było dalekoooo ... 
A na tą właściwą, wyśnioną tyle lat czekałam, ale zawsze było coś pilniejszego, ważniejszego ....  W końcu  postanowiłam... teraz albo nigdy !  Ale po kolei ...  To było w zeszłe wakacje ... dokładnie sierpień 2014 :) 

Delikatne "podejście" do szanownego małżonka, że skoro nie jedziemy na wakacje, to może tak sypialnia .... że przecież bez niej nie da się żyć ...  I nieśmiały wyjazd do sklepów meblowych .... 
(byłam pewna, że coś znajdę za rozsądną cenę)  ... i tak oto, co kolejny sklep tym nadzieję coraz bardziej traciłam.... aż w końcu siadłam przed jednym ze salonów i załamałam ręce .... Już wiedziałam, że o wymarzonej sypialni to ja mogę naprawdę ale tylko pomarzyć  ... Zrobiłam podliczenie kosztów i okazało się, że a) wyśnione łóżko, stoliki, komoda, lustro to majątek - przynajmniej dla mnie,  b) o kredycie to mogę pomarzyć - w końcu trzeba go jakoś spłacić ... a w naszej sytuacji to nie takie proste .... Patrząc do portfela ... okazało się, że nawet z mega promocji i tak wszystko jest za drogie... bo nawet jak rama łózka była względnie w "normalnej" cenie, to dochodziły półeczki, komoda, lustro i ... bankrut.... Wiem, wiem... można powoli, stopniowo, najpierw jedno, potem drugie... ale z doświadczenia już wiem, że jak od razu czegoś nie zrobię na gotowo, to później nigdy do tego nie wracam,  bo albo nie ma części do kompletu, albo coś wyszło z produkcji, albo  już się tak przyzwyczaję do obecnego stanu, że jakoś mi to nie przeszkadza, albo  po prostu znajdują się rzeczy ważniejsze ....  Dlatego albo wszystko albo nic... 

I po objazdówce po salonach, stwierdziłam.... jednak tak miało być,  nie ten czas, nie ten moment... Bo z drugiej strony kupować tylko po to by kupić? To nie ja .... to już wolę czegoś nie mieć niż mieć coś, co i tak nie będzie mi się podobało ... 
Ale jak już co niektórzy mnie znają, tak jakoś nie mogłam odpuścić i tym razem.... W końcu, oczami wyobraźni widziałam już moją wymarzoną sypialnię :) Siedziałam, myślałam, przeliczałam i .... wymyśliłam.... sypialnie zrobię SAMA !!!!! Oczywiście z pomocą męża, ale będzie to nasze dzieło, wymarzone i co najważniejsze muszę ZE WSZYSTKIM zmieścić się w kwocie 1000 zł ! 
No oprócz materaca na który już przewidziałam, że bez kredytu nie da rady, ale taki O%, bez dodatkowych kosztów, ubezpieczeń i innych opłat. 

W ruch poszedł ołówek, kartki i wyobraźnia ... Wszak wiedziałam jak ma wyglądać, w jakich kolorach,  tylko teraz trzeba było to wszystko przelać na papier ... a co najważniejsze dobrze  wymierzyć (a to wcale dla mnie - "antymatematyczki" nie było takie proste),  zamówić płyty, a następnie wszystko poskręcać ...  oj, "stracha" miałam ...

 Już w następnym poście ciąg dalszy zmagań z moją ukochaną sypialnią :) 

piątek, 11 października 2013

Domek na drzewie ... elewacja


Elewacja ... no właśnie .. i tutaj zaczął się problem ...  Czym obić domek, jaki materiał ???  Od początku chciałam obić płyty  drewnem, no ale tak  ...  okorki okazały się za ciężkie, boazeria za droga ... podobnie jak maty trzcinowe i wiklinowe ...  

Nie ma co ukrywać ... domek na drzewie "wisi" w powietrzu ....  taras z grubych desek, a do tego płyty  domku trochę ważą .... dlatego każdy dodatkowy kilogram jest tutaj zbędny ....  

Po długich rozważaniach zdecydowałam się na .... farby !  Nie wiem czy to dobry czy zły wybór, ale najważniejsze, że synkowi się podoba :)  Impregnat do drzewa  dodatkowo chroni drzewo przed  wilgocią, grzybami i czynnikami atmosferycznymi.  Udało mi się dostać fajną farbę- taka galaretka, super się malowało, a do tego cena przyzwoita, kolory idealne jak na wzorniku w sklepie ...
Pomalowałam domek z każdej strony, okiennice i drzwi również ...
W środku domek pomalowany jest tylko na jasny kolor .... synek planuje wykonać swoje graffiti :) 




A z zewnątrz  wygląda tak .... miało przedstawiać imitację starych desek ... hehehe ... wyszło jak wyszło ... hehehe...















Domek skończony,  w jesiennej scenerii ....

Teraz pora na balustrady na tarasie ... 









wtorek, 10 września 2013

Domek na drzewie ... zamek, kłódka, kołatka czyli zamknięcia musza być !


Domek przykryty, czas na  wszelkie "zamknięcia " ... Jak to mój synuś powiedział,  jeszcze przed budową:  "Mamuniu, ale  okna musza się zamykać i drzwi  także - na klucz ... ". Hehehe ...  Co prawda okiennice nie zamykają się na zamek ale najważniejsze, że nie da się otworzyć ich z zewnątrz.   Chciałam kupić w sklepie takie metalowe zamknięcia, gotowe, ale cena mnie powaliła, więc wymyśliłam takie ...  Okiennice  teraz zamykają się i żaden wiaterek i deszczyk nie jest nam straszny :)



Drzwi ... no oczywiście zamek i od środka i z zewnątrz ... nie zapominając o kłódce w ulubionym kształcie :)  
To akurat udało mi się dostać w dość fajnej cenie  ...


 




A jak drzwi, to przecież obowiązkowo kołatka ... Tak, tak, wiem ... nie jest taka "prawdziwa", ale uchwyt wbrew pozorom spisał się idealnie :) 











A żeby drzwi dobrze się trzymały dodatkowe wzmocnienie ... hehe ... oj przyda się ... już to widzę ...  hihi ...