
Hamak polubił od razu, ale to nie było takie prawdziwe labowanie ... teraz to wiem ... wskakiwał, chwilę poleżał i już go nie było, a teraz ? Przez cały dzień potrafi się tak beztrosko przewracać, przekręcać, wyciągać ... :) Widać, że czuje się w nim naprawdę bezpiecznie:)
A Kitka za wszelką cenę stara się "zaprzyjaźnić" z Fredem ... no ale cóż ... on nie jest zainteresowany ... odwraca się do niej tyłem i śpi dalej ... I całe szczęście, bo ta przyjaźń mogłaby się źle skończyć ... Kitka jednak nie daje za wygraną ... nie może pogodzić się z porażką ...
A najcudowniejsze są chwile, kiedy podchodzę do klatki a Freddie wydaje charakterystyczne dźwięki i domaga się głaskania, drapania i tulenia ...
Drugie zdjęcie od góry rozczuliło mnie na maksa ^^
OdpowiedzUsuńSłodziak z niego i choć zarzekałam się, że w naszym domu już nigdy! żadnych! żywych stworzonek, to zaczęłam wątpić w tę deklarację ... Póki co mamy cztery świnki i to i tak za dużo jak na nasz harmonogram dnia, jednak kiedyś ... Chyba zaraziłaś mnie swoją miłością do szynszyli :)
P.S. Biedna Kitka z tą swoją porażką. Może z czasem uda im się zakumplować ;)
Powiem Ci Kochana, że u mnie Fredziu to najnowsze zwierzątko ... mamy już psa, kota, rybki, chomika, papugę, królika .... Nigdy nie sadziłam, że szynszyle są takie cudne :)) Jeśli choć przez chwilkę się zastanawiałaś nad takim maleństwem, to gorąco ci polecam ... Jest cichy ( nie jak chomiki, które szaleją na kołowrotku), nie bałagani ( jak papuga), i co najważniejsze nie śmierdzi z klatki (jak króliki, których odchody powodują nieprzyjemny zapach- codzienne sprzątanie obowiązkowo, jeśli tylko chce się mieć króliczka w pokoju!!!) A tutaj klatka stoi w salonie, sprzątamy mu raz na tydzień, codziennie tylko jedzonko i woda oraz pieszczoty ... bo Freddie UWIELBIA drapanko za uszkiem :)) W planach mam jeszcze jednego szynszylka, tak dla towarzystwa ...żeby Fredusiowi się nie nudziło, kiedy nas nie ma :))
UsuńPs . A Kitka to chce się "zaprzyjaźnić" ... ale w trochę innym sensie ... na szczęście Fredziu wie co mogłoby się stać ... hehe ... Kitkę trafia bo nie może się tam dostać ...a już próbowała.
Fajny ten wasz Fredzio! Pociesznie wygląda :)
OdpowiedzUsuńDziękuję ... pociesznie wygląda i tak się też zachowuje :))
UsuńPięknie, cieplutko i przytulnie tu u Ciebie, a więc zostaję, tak jak Ty u mnie :)
OdpowiedzUsuńSzynszyle są niesamowicie rodzinne :) Przymierzaliśmy się z młodzieżą do szynszylki, ale stanęło na koszatniczce, która okazała się być kotna i urodziła na 5 malutkich :) A że nasza Pepsi jest dziewczynką (wiadomo :)) to zostawiliśmy kolejne 2 dziewczynki (dwie Fantusie), a chłopcy zostali oddani do zoologa, skąd poszli do innych domków :)
W minione wakacje naszymi zwierzątkami opiekowali się sąsiedzi i pokochali je tak, ze nie mogli się z nimi rozstać :)
Pozdrawiam :)
Monika.
Witaj Moniczko ....ciesze się,że Ci się u mnie podoba. Koszatniczek nie mam ... ale kto wie ... nie zarzekam się :)) A swoją drogą, ale miałaś akcję z koszatniczką... hahaha... już wyobrażam sobie Twoją reakcję jak się maluszki pojawiły:)) Nie dziwię się, że Twoi znajomi dziewczynki pokochali ... jak taki maleństw nie kochać.
UsuńFreddie przecudowny!!!! A odnośnie polubienia się z kotem to coś na ten temat wiem mój Teleskop (kot) tez chętnie by się "zaprzyjaźnił" z Kubusiem (świnka morska) :)))))
OdpowiedzUsuńhahaha... no właśnie, widzę, że bardzo dobrze rozumiesz całą sytuację :)) Ale tak to już jest z tymi naszymi kotami ... :)
Usuńhah! Nie wiedziałam, że one potrafią się tak słodko wylegiwać :)
OdpowiedzUsuńOj tak, Freduś jest cudowny, a gdybyś go widziała na żywo, sama słodycz :-D
Usuń