Długo się zastanawiałam z czego budować nasz domek. Zwyciężył rozum, nie zachcianka i będzie ze zwykłych szarych ... Ale jakoś mi to za bardzo nie przeszkadza... Przykryje się. Najważniejsze, że są twarde i się nie sypią, tak jak mnie wieeeele osób straszyło. I cenowo też wyszło dużo, dużo taniej. Wolę dołożyć do czegoś innego...
e- mail
Witam!
Jeśli chcesz się ze mną skontaktować, pisz na maila: dom.ogrod.las@gmail.com
Pozdrawiam
Neti
Jeśli chcesz się ze mną skontaktować, pisz na maila: dom.ogrod.las@gmail.com
Pozdrawiam
Neti
Strony
środa, 8 sierpnia 2007
Trzy dni temu ściągnięto szałunki, a mój Skarb wziął się za układanie rur do wody i kanalizacji. Nigdy wcześniej tego nie wykonywał, teraz chodzi i się zamartwia czy aby na pewno dobrze to zrobił. Ale ja go znam, jestem pewna, że będzie okey:)
Dla pewności przywiózł kolegę, aby sprawdził i oczywiście okazało się, że super. Mój Misiu, odetchnął::)) Brawo Skarbie. Jestem z Ciebie dumna:))
A dziś zalewanie płyty!
Wcześniej jeszcze chłopaki musieli ułożyć zbrojenie...
Siatka już czeka...
Siatka ułożona, szybko, wręcz ekspresowo... teraz zalewanie...
Beton baaardzo szybko schnął , trzeba było polewać, żeby nie stwardniał , bo wtedy nici z prostej nawierzchni:(
I tu niespodzianka... brakło 0,5 metra sześciennego!!!
Trzeba było domówić niestety:((
No ale w końcu płyta gotowa! :))
Ale fajnie:))
piątek, 3 sierpnia 2007
środa, 1 sierpnia 2007
Z powodu deszczu w poniedziałek była przymusowa przerwa w pracy. Ale od wczoraj jest już pięknie i trwa szałowanie.
W ciągu dnia został wyszałowany cały zarys domu. A następnego dnia środek domu.
Udało nam się dostać długie na 12 metrów, szerokie na 40 cm i grube na 3 cm deski. Świetne:)
Mamy też już stemple.
W ciągu dnia został wyszałowany cały zarys domu. A następnego dnia środek domu.
Kawał dobrej roboty. Dokładność w każdym centymetrze. Istna precyzja. Jestem pod wrażeniem. Dodam DUUUUŻYM wrażeniem! Naprawdę brak słów. BRAWO:))
Jutro zalewanie:)
sobota, 28 lipca 2007
Tak wyglądały wykopy rano.
Beton miał przyjechać jutro, więc folie i styropian miały być ułożone po południu. Ale ktoś tam zrezygnował i okazało się, że po 15.oo będzie betoniarka! Ekipa miała więc duuużo pracy: dokończyć belki do zbrojenia i ułożyć ocieplenie. A właśnie co do ocieplenia, to wszyscy nam mówili, że ocieplenie fundamentów jest zbędne. Nie zgadzam się z tym, boję się mostków termicznych, dlatego uparłam się na ocieplenie. Problem był tylko z tym, że nie chciałam robić dużych wykopów, szałować od podstaw, tylko szałować samą górę- cokół. Dlaczego? Głównie ze względów oszczędnościowych. To dodatkowe koszty i czas. Dlatego wymyśliłam inny sposób:)
Wiadomo, że dziury wykopane przez koparkę są nieco szersze niż sposobem ręcznym, dlatego poprzez ocieplenie fundamentów, otwór się zwęży, czyli będzie taki jak ma być, a dodatkowo beton nie będzie się "rozlewał".
A jak to wykonać, bez rozkopywania ?
Do wykopanych dziur najpierw
(od strony
zewnętrznej)
folia
przeciwwodna, potem specjalny styropian do fundamentów, a na koniec folia kubełkowa.
Gotowe!
Ocieplenie wygląda imponująco:)) Teraz pozostaje zalać tylko betonem.
Nasz murarz śmiał się, że to jakaś nowatorska metoda, ale pomysłowa.
Jestem z siebie dumna:))
Nigdy nie zapomnę tego widoku:)))
A swoją drogą, to dobrze, że brama jest szeroka, a podjazd długi:))
Zalewanie rozpoczęte:)
Do jednego rogu, wrzuciłam z mężem i dziećmi po grosiku- na szczęście:)) Wszystko zostało zalane betonem:)))
Do zalania fundamentów potrzebnych było 4 betoniarki. Razem 25 kubików. Dzięki ociepleniu weszło tyle betonu co wg planu. A ja jestem spokojna, będę miała ciepły domek:))
Beton miał przyjechać jutro, więc folie i styropian miały być ułożone po południu. Ale ktoś tam zrezygnował i okazało się, że po 15.oo będzie betoniarka! Ekipa miała więc duuużo pracy: dokończyć belki do zbrojenia i ułożyć ocieplenie. A właśnie co do ocieplenia, to wszyscy nam mówili, że ocieplenie fundamentów jest zbędne. Nie zgadzam się z tym, boję się mostków termicznych, dlatego uparłam się na ocieplenie. Problem był tylko z tym, że nie chciałam robić dużych wykopów, szałować od podstaw, tylko szałować samą górę- cokół. Dlaczego? Głównie ze względów oszczędnościowych. To dodatkowe koszty i czas. Dlatego wymyśliłam inny sposób:)
Wiadomo, że dziury wykopane przez koparkę są nieco szersze niż sposobem ręcznym, dlatego poprzez ocieplenie fundamentów, otwór się zwęży, czyli będzie taki jak ma być, a dodatkowo beton nie będzie się "rozlewał".
A jak to wykonać, bez rozkopywania ?
Do wykopanych dziur najpierw
(od strony
zewnętrznej)
folia
przeciwwodna, potem specjalny styropian do fundamentów, a na koniec folia kubełkowa.
Gotowe!
Ocieplenie wygląda imponująco:)) Teraz pozostaje zalać tylko betonem.
Nasz murarz śmiał się, że to jakaś nowatorska metoda, ale pomysłowa.
Jestem z siebie dumna:))
Przełomowy moment... wjazd betoniarki na działkę:))
Nigdy nie zapomnę tego widoku:)))
A swoją drogą, to dobrze, że brama jest szeroka, a podjazd długi:))
Zalewanie rozpoczęte:)
Do jednego rogu, wrzuciłam z mężem i dziećmi po grosiku- na szczęście:)) Wszystko zostało zalane betonem:)))
Do zalania fundamentów potrzebnych było 4 betoniarki. Razem 25 kubików. Dzięki ociepleniu weszło tyle betonu co wg planu. A ja jestem spokojna, będę miała ciepły domek:))
piątek, 27 lipca 2007
Od naszej feralnej studni minęło prawie dwa tygodnie. Jakoś dochodzę do siebie, próbuję sobie tłumaczyć, że lepiej taki szok na początku i teraz już będzie tylko lepiej:)) Ale wiadomo, ciężko.... Staram się zapomnieć, niestety łatwe to nie jest, szczególnie, kiedy przyjeżdżam na działkę i patrzę na mój lasek... okropny widok:((
A dobra, nie ma co się rozczulać... Teraz coś dobrego:))
Dziś nadszedł TEN dzień, dzień najważniejszy, dłuuugo wyczekiwany:)) Rozpoczęcie budowy:)) A bo chyba nie pisałam, domek będzie budował taki pan, którego mój mąż znalazł przypadkiem... znowu przypadek, hihi... był w takim domu, gdzie ten pan właśnie wykonywał tynki i od słowa do słowa, okazało się że też buduje domy:)) Byliśmy u niego w domu, pogadaliśmy i doszliśmy do porozumienia:)) Mam nadzieję, że wszystko będzie okey:)) No a wracając do dzisiejszego dnia, to tak:
Przed 7 rano nasz murarz pojawił się z dwoma kolegami i się zaczęło:))
Wymierzanie, znaczenie, belki....
Kopanie fundamentów....brawo dla operatora koparki:))
A dobra, nie ma co się rozczulać... Teraz coś dobrego:))
Dziś nadszedł TEN dzień, dzień najważniejszy, dłuuugo wyczekiwany:)) Rozpoczęcie budowy:)) A bo chyba nie pisałam, domek będzie budował taki pan, którego mój mąż znalazł przypadkiem... znowu przypadek, hihi... był w takim domu, gdzie ten pan właśnie wykonywał tynki i od słowa do słowa, okazało się że też buduje domy:)) Byliśmy u niego w domu, pogadaliśmy i doszliśmy do porozumienia:)) Mam nadzieję, że wszystko będzie okey:)) No a wracając do dzisiejszego dnia, to tak:
Przed 7 rano nasz murarz pojawił się z dwoma kolegami i się zaczęło:))
Wymierzanie, znaczenie, belki....
Kopanie fundamentów....brawo dla operatora koparki:))
sobota, 14 lipca 2007
Studnia
Wszystko zaczęło się zaraz po 8 rano. To miała być taka pierwsza "poważna" inwestycja:)) Studnia.
Na początku wszystkim dopisywał humor. W końcu to miała być łatwa i szybka praca. Tylko 5,5m i studnia gotowa.
Po wykopaniu 5 metrów, zaczęliśmy się śmiać, że coś wody brak, ale nikt nie przypuszczał że żarty mogą okazać się prawdziwe... Kiedy przekroczyliśmy 6,20 zaczęliśmy już się martwić nie na żarty... mijały minuty i ciągle nic... W końcu przyjechał radiesteta, który nam wymierzał miejsce studni. Jest to w porządku facet, sprawdzony, nigdy się nie pomylił, zawsze gdzie zaznaczył woda była. Radiesteta stwierdził, że ktoś musiał przestawić ten palik, który on ostatnio zaznaczył i woda jest obok! Maksymalnie na 6 metrach. Rozpoczęło się kopanie kolejnej studni!!!
Jakby tego było mało, w trakcie kopania, operator koparki nie mógł wjechać , ustawić koparki i spytał czy może zwalić jedno drzewo. Zgodziłam się, najważniejsze było dla mnie to aby ten koszmar jak najszybciej się skończył... Operator uderzył łyżką o sosnę, a ona... spadła na kolejne drzewo, które z kolei spadło na druty elektryczne!... Po chwili przyszło kilku mieszkańców z zapytaniem o prąd... w sumie wcale się nie dziwię...sobota po południe, sprzątanie, pranie, gotowanie, a tu prądu brak... Na szczęście operator koparki zadzwonił gdzie trzeba i po chwili przyjechało pogotowie energetyczne.
A wracając do studni, to doszliśmy do... 7,10m ... wody brak!!!! Był moment, że warstwa ziemi była mokra, ale po przekopaniu, zniknęła! Całkiem możliwe, że gdybyśmy kopali dalej może coś by było, ale zbliżał się wieczór i mieliśmy już serdecznie wszystkiego dość...
A radiesteta? Nie mógł uwierzyć, nawet zjechał na łyżce (na własną odpowiedzialność) w głąb wykopanej dziury , ale niestety jak się raz mu kręciło wahadełko, tak później nie:(( Radiesteta załamał się, powiedział, że to był jego ostatni raz... nigdy więcej...
A my? Szkoda mówić... Wykopaną studnię musieliśmy zasypać, bo jeszcze nie mamy założonej siatki wokół ogrodzenia i była obawa, że może ktoś wejść na teren działki i mogłoby dojść do tragedii.
Teren naszego lasku jest nie do poznania... wygląda jak pobojowisko....
Rano nikt nie przypuszczał, że tak zakończy się ten dzień. W tym miejscu miała stać piękna studnia z mnóstwem wody. A teren wyrównany bez wielkich oznak kopania studni. A wygląda? Bez komentarza:( Dziś jest 14 lipiec, 14. Ja zawsze mam 14-ego pecha. Wszyscy się śmiali, jak im mówiłam, żeby dziś nic nie robić, ale mnie się oczywiście nigdy nie słucha. Dziś się to potwierdziło. Bardzo boleśnie, i psychicznie i finansowo.
Już nic nie będę zaczynać 14, nic. Koniec, kropka. Idę ryczeć....
Na początku wszystkim dopisywał humor. W końcu to miała być łatwa i szybka praca. Tylko 5,5m i studnia gotowa.
| Początek kopania i świetne humory u wszystkich |
Po wykopaniu 5 metrów, zaczęliśmy się śmiać, że coś wody brak, ale nikt nie przypuszczał że żarty mogą okazać się prawdziwe... Kiedy przekroczyliśmy 6,20 zaczęliśmy już się martwić nie na żarty... mijały minuty i ciągle nic... W końcu przyjechał radiesteta, który nam wymierzał miejsce studni. Jest to w porządku facet, sprawdzony, nigdy się nie pomylił, zawsze gdzie zaznaczył woda była. Radiesteta stwierdził, że ktoś musiał przestawić ten palik, który on ostatnio zaznaczył i woda jest obok! Maksymalnie na 6 metrach. Rozpoczęło się kopanie kolejnej studni!!!
| Kopanie kolejnej studni... |
Jakby tego było mało, w trakcie kopania, operator koparki nie mógł wjechać , ustawić koparki i spytał czy może zwalić jedno drzewo. Zgodziłam się, najważniejsze było dla mnie to aby ten koszmar jak najszybciej się skończył... Operator uderzył łyżką o sosnę, a ona... spadła na kolejne drzewo, które z kolei spadło na druty elektryczne!... Po chwili przyszło kilku mieszkańców z zapytaniem o prąd... w sumie wcale się nie dziwię...sobota po południe, sprzątanie, pranie, gotowanie, a tu prądu brak... Na szczęście operator koparki zadzwonił gdzie trzeba i po chwili przyjechało pogotowie energetyczne.
| Moje dziecko zasnęło ze zmęczenia. Kopanie drugiej studni było ponad jego siły. Nawet pracująca koparka nie była wstanie go obudzić... |
A wracając do studni, to doszliśmy do... 7,10m ... wody brak!!!! Był moment, że warstwa ziemi była mokra, ale po przekopaniu, zniknęła! Całkiem możliwe, że gdybyśmy kopali dalej może coś by było, ale zbliżał się wieczór i mieliśmy już serdecznie wszystkiego dość...
A radiesteta? Nie mógł uwierzyć, nawet zjechał na łyżce (na własną odpowiedzialność) w głąb wykopanej dziury , ale niestety jak się raz mu kręciło wahadełko, tak później nie:(( Radiesteta załamał się, powiedział, że to był jego ostatni raz... nigdy więcej...
A my? Szkoda mówić... Wykopaną studnię musieliśmy zasypać, bo jeszcze nie mamy założonej siatki wokół ogrodzenia i była obawa, że może ktoś wejść na teren działki i mogłoby dojść do tragedii.
Teren naszego lasku jest nie do poznania... wygląda jak pobojowisko....
| Krajobraz jak po bombardowaniu... |
Rano nikt nie przypuszczał, że tak zakończy się ten dzień. W tym miejscu miała stać piękna studnia z mnóstwem wody. A teren wyrównany bez wielkich oznak kopania studni. A wygląda? Bez komentarza:( Dziś jest 14 lipiec, 14. Ja zawsze mam 14-ego pecha. Wszyscy się śmiali, jak im mówiłam, żeby dziś nic nie robić, ale mnie się oczywiście nigdy nie słucha. Dziś się to potwierdziło. Bardzo boleśnie, i psychicznie i finansowo.
Już nic nie będę zaczynać 14, nic. Koniec, kropka. Idę ryczeć....
Subskrybuj:
Posty (Atom)