e- mail

Witam!
Jeśli chcesz się ze mną skontaktować, pisz na maila: dom.ogrod.las@gmail.com
Pozdrawiam
Neti

środa, 6 kwietnia 2011

Kicuś i Chomiczuś

Dwa dni temu moje dzieci doczekały się wymarzonych zwierzątek ... kolejnych ... Po południu pojechałam z chłopakami do zoologicznego pod pretekstem kupienia jedzonka dla rybek i Kici.  Chłopaki oczywiście wylądowali z nosami przy szybach  ... starszy przy klatkach z króliczkami, młodszy przy chomiczkach ... I nic tylko :" Mamuniu jaki słodki", "Mamuniu jaki kochany" ... Jadąc do zoologicznego  z góry wiedziałam tak naprawdę po co .... hihihi ... ale dla chłopaków to miała być niespodzianka .... Dlatego, kiedy powiedziałam, że mogą sobie wybrać te maluszki, które chcą, myślałam, że mnie uduszą z radości .... Ojej ile pisku było .... :) Wybór  nastąpił  dość szybko ... na szczęście ... hihihi ....
A w domu ? Cóż ... Mój mąż niczego nieświadomy ... raczej sceptyczny do królików .... miał nie lada niespodziankę  ... hihihih .... W każdym bądź razie moi chłopcy wpadają z pudełkami do domu i krzyczą ... "Tatusiuuuuu, mamy dla Ciebie niespodziankęęęę ..."  Mój mąż, zwolennik fast foodów, widząc żółte pudełka był przekonany, że to jedzonko ... hihihi , a tu ups ... mała różnica .... hihihihi ... Jego mina na widok gryzoni .... bezcenna ... aż żałuję, że zdjęcia nie zrobiłam .... Hihihi 

Chomiczuś klatkę ma po dawnym Aleksandrze, ale Kicuś ma dopiero zamówioną, więc przez kilka dni  musi  mieszkać  w klatce po Urwisce :)  Kicuś jest tak malutki, ze ta klatka jak na razie jest wystarczająca dla niego, ale wkrótce przyjdzie metrowa. Będzie miał istny pałac ... hihihi ... :))
Kruszynka mojego młodszego synka ... Chomiczuś ...
Maleństwo mojej starszej pociechy ... Kicuś
Kicia musiała sprawdzić czy nowy członek rodziny nie jest czasem jadalny ...
Nowy członek rodziny? No nie wiem czy mi się to podoba ?
Jak dla mnie ...  to on jadalny raczej nie jest :(
Kicia nie tak łatwo daje za wygraną ... mruczy, łasi się ...  pod żadnym pozorem nie planuje zejść na drugi plan ...
I tak jestem tu najważniejsza ... !!!

sobota, 2 kwietnia 2011

O "przycince"  myślałam od dawna, ale jakoś nigdy nie było na to czasu. W zeszłym roku gałęzie znacznie urosły, wystawały  poza płot, nad całą szerokość drogi. Dodatkowo gałęzie wisiały nad  drutami elektrycznymi, które znajdują się przy ulicy. Poza tym drzewa w skutek wiatru rosną krzywo, dlatego o upadek nie trudno.
Nie chciałam ryzykować i zdecydowałam, że akcja  przycinania nastąpi właśnie dziś. Wcześniej ciągle padało, dlatego dzisiaj, to już był ostatni dzwonek na przycięcie. I tak się bałam o brzozy, czy czasem nie zaczęły już się budzić. Na szczęście, dzięki zimnej wiośnie wszystko jest opóźnione.

                                                                           
                                                                                                                     
 





Do dyspozycji były dwie piły, które baaardzo się przydały. Jedna pracowała "na górze", druga "na dole". 
 
















Na wysięgniku mój mąż z moim braciszkiem ostro pracowali. Brawo chłopaki. 















Wszystko poszło bez problemów. Oczywiście nie licząc zakopania się samochodu z wysięgnikiem na działce. Gdyby nie mój brat, to pewnie by nie wyjechał. Na szczęście mój kochany braciszek wjechał swoją "beemką" ( nawiasem mówiąc, to ciągle  nie mogę w to  uwierzyć! Jego ukochany samochodzik i po takich wertepach musiał jechać... niesamowite, gdybym nie widziała, to bym nie uwierzyła!) na teren działki, podpiął sznur i fruu  podnośnik wyciągnięty :))  Dziękuję braciszku za pomoc!
I wszystkim za pomoc: Tatusiu, Mamusiu, Wujku :) dzięki, dzięki, dzięki:)) I oczywiście Tobie Kochanie:* 
 No i żeby nie było obrazy, to moim "największym" pomocnikom ( moje dzieciaczki)   należy się wielki buziak!!! Dziękuję Aniołki:)

poniedziałek, 28 czerwca 2010

Coś dla skrzydlatych mieszkańców:)


I moje ukochane brzózki...


A  to mój dzisiejszy pomysł:)


Czerwcowe, zachodzące słoneczko...

poniedziałek, 17 maja 2010

A to nowi lokatorzy lasu. Największe europejskie gołębie!  Mają około 45 cm !!! Naprawdę robię wrażenie!!! 
Przedstawiam Państwu Panią Grzywacz i Pana Grzywacza.



niedziela, 21 marca 2010


No cóż, czy się komuś podoba, czy nie, ale tradycja to tradycja.  Choć nie powiem... straszne to jest!  Kiedy byłam dzieckiem inaczej na to patrzyłam, teraz mnie to przeraża i z lekkim niepokojem spoglądałam na swoje dzieci, które skakały i piszczały z radości, kiedy wrzucały kukłę do wody... 
Patrzyłam i od razu zastanawiałam się jak te moje dzieciaki się zachowują, a z drugiej strony... przecież kiedyś to było normalne. Pierwszy dzień wiosny i obowiązkowo topienie Marzanny. Pamiętam jakie to święto było, wszystkie klasy się zbierały i całą szkołą szliśmy podekscytowani, aby dokonać tego drastycznego zwyczaju. Jednak jako dzieci  nie patrzyliśmy na to w ten sposób, po prostu była to świetna zabawa, dzień wolny od lekcji i początek wiosny.   A teraz?  W szkołach zakaz, bo ekolodzy zabraniają wrzucać kukieł do rzek.  Poza tym chodzi o moralność dzieci. Niby racja, ale z drugiej strony? Czy to jest moralne, kiedy każde dziecko przygotowuje Marzannę, a później w ogrodzie szkolnym lub przedszkolnym,  dzieciaki układają kukły na stosie i podpalają??? To dopiero widok... Zbiorowa egzekucja ...  :((  
Cóż czasy się zmieniły, myślenie, coś zanika, coś powstaje... grunt to nie dać się zwariować ...



A  wszystko zaczęło się rano... od tego, że opowiedziałam Szkrabom jak w  moim dzieciństwie obchodziło się  pierwszy dzień wiosny i do czego służyła Marzanna. Baaardzo im się to spodobało i zaczęli prosić ... nie chcieli odpuścić i ...  przedstawiam Marzannę :) - jeszcze całą i kolorową...

Żegnaj Zimo... Witaj Wiosno !!!
 No cóż...bez komentarza...