e- mail

Witam!
Jeśli chcesz się ze mną skontaktować, pisz na maila: dom.ogrod.las@gmail.com
Pozdrawiam
Neti

poniedziałek, 20 sierpnia 2012

Poranna toaleta

Moje dziewczynki, pomimo iż są coraz starsze,  stają się coraz mądrzejsze ... Nela już nie szaleje  tak jak kiedyś, zrobiła się bardziej stonowana, posłuszna, wręcz idealna ...  Na spacerze szaleje, ale przychodzi na zawołanie, co wcześniej nie było takie oczywiste, pomimo szkolenia ... :(( Po prostu jak odczepiłam ją od smyczy, to biegała tak długo aż już siły nie miała ... co nie powiem, trochę trwało .... :((  
Z kolei Kicia, jak była cudna tak jest nadal ... może troszkę mniej myszek na taras przynosi, co akurat dla mnie jest spooorym plusem :))
Ale nie powiem, zarówno Kicia jak i Nela, czasami zachowują się jak maluchy ... broją, szaleją ... jak się domyślacie, wygląda to wszystko bardzo komicznie :))
 A dziś rano, już po śniadanku, obie przeszły na taras i rozpoczęły  wspólną poranną toaletę ... ;)
Jedna łapka, druga łapka, jedno uszko, drugie uszko ...
Nela, nie obijaj się ... łapy też umyj !
 A kiedy Kicia czyściła się w ziemi ....

... Nela szalała na trawie ...
 ...  później udała się na pomoc do Kitki 
Uszy masz czyste, łapy też, ale pyszczek trzeba poprawić ...
Kicia jako dobra przyjaciółka pomogła  w porannej toalecie ...
Jeszcze tylko tutaj  Cię uczeszę i możesz pokazać się pani  ...

Nareszcie  zasłużone  " czyste lenistwo"  na słoneczku ...
O słoneczko, moje słoneczko ...
Pora na upragnioną drzemkę ...



poniedziałek, 13 sierpnia 2012

Widziałam orła cień ... :)

Piękna pogoda, wakacje w pełni, po prostu szkoda siedzieć w domu. Postanowiłam, że zrobię dzieciakom kolejną niespodziankę.  Rano spakowaliśmy się  i  cały dzień spędziliśmy w lesie ... Ale nie w takim zwykłym lesie ...  to w pewnym sensie magiczny las ... miejsce, gdzie możemy poobserwować przyrodę, gdzie stajemy oko w oko z drapieżnikami, gdzie dzikie zwierzęta biegają wolno ... 
Kozice, sarenki czy jelonki spacerujące wśród odwiedzających park i jedzące wprost z ręki ... to momenty niezapomniane nie tylko dla dzieci :)) 
Ale największe wrażenie wywarło na moich szkrabach i nie ukrywam,  na mnie również ... pokazy sów i ptaków drapieżnych. 

Sowy prezentowały się przepięknie ...  Mogliśmy podziwiać puszczyka i płomykówkę Tytusa ...  Niesamowity był "gadający" puchacz wirginijski o imieniu Vergill, cierpiący na ADHD - jak określił go jego opiekun. Z kolei puchacz europejski  o wdzięcznym imieniu  Bubu, rozbawił nas wszystkich .... przed każdym lotem fantastycznie kręcił głową ...

Latały, jak to sowy, bezszelestnie ... niesamowite uczucie, kiedy taki okaz przeleci tuż obok :))
 Pokazy ptaków drapieżnych  wszyscy obserwowali z zapartym tchem ... Ale nie ma się co dziwić, bo kiedy taki orzeł czy jastrząb przeleci tuż  nad głową, to człowiek nie wie czy ma się chować czy uciekać ... hihihi ...

Kania ruda ... po prostu piękna ...

Orzeł bielik na żywo  .... nie muszę chyba pisać jakie wrażenie robi ? ...


Na koniec pamiątkowa fotka  "malutkiego" drapieżnika ...

i troszkę "większego" ... ale nie mniej urodziwego i drapieżnego ...

Takie dni pozostają w pamięci na długo  ... A kiedy Twoje dziecko powie:  "Mamuniu, dziękuję Ci za tak piękny dzień"  wprost nie sposób się nie wzruszyć ...

czwartek, 9 sierpnia 2012

Tyrolka gotowa!!!

Śruby dokręcone ...
Powrót do tematu tyrolki. Pamiętacie:  http://domwlesie.blogspot.com/2012/08/zjazd-tyrolski.html  :)  A wiec, SKOŃCZONA:)) Mój mąż, przeszedł samego siebie, poważnie:))  Nie biorąc pod uwagę "drobnych" problemów, których oczywiście by nie było gdyby mnie posłuchał ... hehehe ... to się nazywa skromność :)) hihihi...  Ale nie ważne, powiem tak ... jak brzmi pewne przysłowie...  nieważne jak się zaczyna, ważne jak się kończy:) I tu akurat idealnie to pasuje:)) Mój mąż zachwycony, dzieciaki jeszcze bardziej :) A ja ? No cóż ... Jedyne co mogę powiedzieć to ... Kochanie, dziękuję  w imieniu chłopaków i swoim :)) I gratuluję, jesteś WIELKI :)) Przyznaję byłam sceptycznie nastawiona, ale miałeś rację :) Tyle śmiechu i radości to ja dawno nie miałam :))

A oto fotki z naszego prywatnego parku linowego... hihihi... jak na razie tylko z tyrolki, ale kto wie ... hihihi ...

Drzewa zabezpieczone, lina poskręcana zaciskami ... wszystko tak jak ma być:)
Lina 10 mm, tym razem prawidłowa ...:)
Lina była naciągana wciągarką, inaczej nie było szans aby ją naprężyć ...
  
Lina pomiędzy rolkami ...  pomysł i wykonanie mojego Skarba :)


I siedzonko, nie mniej profesjonalne ... hihihi ... :))

Zjazd tyrolski w pełnej krasie ...
50 m zjazdu ... choć moje dzieciaki  i tak mówią, że mógłby być  dłuższy ...
  
Wszystko gotowe, no to jazdaaaa ....
Najlepsza  jest ta prędkość ... tak mówią chłopaki,  
a ja podpisuję się obiema rękami ...

Lina pod koniec jest wyżej,  dzięki czemu rolki hamują i wraca się  do połowy, gdzie można spokojnie wysiąść.

Informacja dla wystraszonej Babci: NIE MA MOŻLIWOŚCI uderzenia w drzewo !!! :)) Możesz spać spokojnie :))
Na starszego syna, który dziś wrócił z koloni,  
czekała nie lada niespodzianka ...
No cóż, zjeżdżać można różnie ... :))


















  
A zjazd, jak widać na załączonym obrazku, nie jest atrakcją tylko dla moich dzieciaków ...   :P

Kochanie, jak to powiedział nasz syn ... Jesteś MISTRZEM !!!


poniedziałek, 6 sierpnia 2012

Upał

Kilka dni temu,  dzwoni do mnie mój Skarb z kolonii i z przejęciem opowiada jaki upał panuje nad morzem: "Mamuniu, kiedy rano otworzyłem drzwi domku buchnęło takim ciepłem, że aż mnie cofnęło ..."  Śmialiśmy się, że go słoneczko  przywitało :))
A dziś rano  doświadczyłam tego samego ... Niesamowite uczucie!  Na termometrze prawie  30 stopni.  W cieniu, o godzinie 10 !!!  A w słońcu??? W ciągu dnia blisko 50!!! Takiego upału już dawno nie było ... Dzisiejszy dzień chyba był najcieplejszy w tym  roku. 

Ratunek? Basen i zimne napoje z parasolkami ...  :))

 "Bzyczki" szybko się pojawiły ...


niedziela, 5 sierpnia 2012

Czarna Pantera

Mam Cię ..
A to kilka fotek mojej kochanej "czarnej pantery", tak na dobranoc:))  Uwielbiam ją,  jest kochana, mądra i bardzo towarzyska :)) Mówi się, że koty chodzą swoimi drogami, a nasza Kicia gdyby tylko mogła byłaby cały czas przy nas. 
Uwielbia się łasić, słodko przy tym mrucząc, chować się w kartonach i bawić sznurkiem ...  
A i najważniejsze ... kocha wspinać się po drzewach :))

Mam ostre pazurki,  nic mi nie ucieknie :))

Mój ukochany sznurek  ...














Coś widzę ... :))
Ooo ptaszek ... :)
Aaaa ... robię się śpiąca ...

Nela, jeszcze nic nie upolowałam... przyjdź później !
Nie jestem wybredna, ale tym to sobie nie pojem ... :((

Hamak

No cóż, mój mąż spełnia swoje marzenia ... przypominam tyrolka,  ciągle jeszcze nie skończona ... hihihi ... no to ja też postanowiłam .... Co roku go chciałam, ale jakoś  czas leciał i do realizacji nigdy nie dochodziło... Ale ostatnio, tak sobie siedząc na tarasie i patrząc na moje ukochane drzewka, pomyślałam właśnie o NIM - jak to byłoby cudownie oddać się w objęcia Morfeusza właśnie na nim ... oczywiście tylko czasami, kiedy zdarzy się ta chwilka wolnego, hihihi ...  HAMAK, właśnie jego tutaj brakuje !!! I jak pomyślałam, tak od razu otworzyłam net i zaczęłam szukać! I co? I ceny mnie wręcz powaliły ... takie kolorowe, wyglądające na liche od 70 zł, a te lepsze od 250 zł !!! Z kolei te co mi się najbardziej podobały, takie  jasne,  kawa z mlekiem to koszt  nawet 800 zł!!! Koszmar, jakie ceny!!! Tak wiem, pewnie jakość, firma - okey, ale mnie na taką jakość zwyczajnie nie stać, więc nie pozostało mi nic innego jak odkurzyć swoją zapomnianą od lat maszynę i do dzieła! Kupiłam materiał, sznur i  oto efekty :)

Takiego prezentu już dawno sobie nie zrobiłam ... Nie licząc basenu, hehehe :))  Nie będę dużo pisać, bo po prostu tego uczucia nie da się opisać ... Jeśli ktoś kiedykolwiek  leżał na takim cudzie, wie o czym mówię, jeśli nie - gorąco polecam ! Powiem tak ... wszyscy się dzisiaj o niego "bili"... I chcąc nie chcąc,  muszę uszyć jeszcze takie trzy!!! Dla każdego, żeby wszyscy byli zadowoleni!!!  Ale to dopiero w poniedziałek... jutro robię labę:)) Na hamaku oczywiście:)) Jeśli się do niego dostanę, hehehe:))
Mojemu mężowi baaardzo się spodobał ...









Mój najmłodszy Skarb, hamak okupował do wieczora ...
 Mnie udało się wskoczyć,  kiedy chłopaki  podlewali trawkę...  Jak to człowiekowi niewiele do szczęścia potrzeba ... hamak i wszyscy w siódmym niebie :))

Moje, przepraszam ... nasze,  ukochane miejsce do labowania od dziś:))

środa, 1 sierpnia 2012

Zjazd tyrolski

Co zrobić z mężczyzną, który za wszelką cenę chce spełnić swoje marzenie, ale cały czas uparcie twierdzi, że przecież to wszystko dla dzieci? Kiedy usłyszałam tyrolka, poklepałam się w czoło i twardo powiedziałam "zapomnij".  Dlaczego? Bo po pierwsze "to niebezpieczne"- chodzi o dzieci!!!,  a po drugie cena - taka lina, rolki ... kosmos! No ale cóż, jak powszechnie wiadomo facet jak chce to osiągnie cel ( choć może to z kobietami tak jest ??? :P) W każdym bądź razie mój mąż nudził, nudził, no to ma ... Nie wytrzymałam dłużej  i proszę oto efekty.  Dzieciaki na wyjeździe, to mój Skarb szaleje... Obiecał, że wszystko będzie bezpieczne, a kosztować  będzie przysłowiowe "grosze"...  i ani się nie obejrzałam a cały sprzęt już jest ... 

Lina ... do niej będzie przyczepione siedzisko ...
 Karabińczyki, zaciski, blokady, śruba do mocowania siedziska ...
Stalowa lina ... to po niej podobno mamy śmigać :)

I najważniejsze rolki do zjazdu, wykonane przez "duże dziecko", czyli  mojego mężczyznę ... Może nie wyglądają profesjonalnie, ale rolki są łożyskowane i chodzą jak marzenie ...
Okey, idziemy montować... trzymajcie kciuki :)) Mam nadzieję, że wieczorem efekty naszej pracy będę mogła zaprezentować :)
*** 
1 sierpnia 2012,  godz. 20:15

Nie żeby było, że ja zawsze mam rację i wcale nie powiem "a nie mówiłam", ale ... No właśnie...  Mam rację!

 Wszystko było już zamontowane i na pierwszy rzut oka niby okey, gdyby nie fakt, że trzeba przecież linę naciągnąć... ot taki maluteńki drobiażdżek ...  a ręcznie to można sobie co najwyżej ścięgno naciągnąć! Ale okey, podzwonił mój mąż do kolegów i ma wyciągarkę, czy jakoś tam. I  naciąga, naciąga, niby wszystko jak ma być i dochodzi do próby! I co? I nic ... lina tak się naciągnęła, że mój kochany małżonek szanownymi czterema literami po ziemi jechał !!!  ups, jak mi przykro...
Ale mój mąż od początku uparcie twierdził, że lina jest prawidłowa. Od razu jak ją zobaczyłam powiedziałam, że za cienka. Ale nie, co ja tam wiem ....przecież ona dwie tony pociągnie, wytrzymała itd.  Jasne tylko, że lina nie ma służyć do ciągnięcia!  I  chyba trzeba by było wziąć pod uwagę fakt,  że odcinek  jest  na tyle dłuuugi, że wystąpi tutaj dość duża siła obciążenia liny. 
I co ja to słyszałam rano? " Kochanie, ja wszystko wiem, 2 godziny i będziemy śmigać, zobaczysz!". Taaa, właśnie widzę ... hahahaha :)))
Prawidłowej grubości lina będzie dopiero w piątek, więc  z tych dwóch godzin, to kilka dni się zrobiło ...  Ale ja nic nie mówię ... :P
***
1 sierpnia 2012, godz. 22.10

A na koniec dnia, trochę klimatycznie ... drzewa, pełnia księżyca i aby tego było mało  głos naszej uszatki roznosi się po całym lesie ... 
Dobrze, że dziś nie jestem sama ... hihihi ...